Emocjonujące, ostatnie rundy turnieju Grand Prix w Pekinie.

0
370

Oczywiście, nie uleciał mi, nie przeszedłem mimo, „srebrno-złoty” występ młodej kadry w Mariborze. Fakty są takie, że zwyczajny, prozaiczny brak czasu, zmusza mnie do pisania o tym, co już mam od dawna poukładane w głowie, natomiast ciągłe reagowanie na zmieniającą się rzeczywistość szachową jest bardzo trudne, żeby nie powiedzieć – niemożliwe. No chyba, żebym, wzorując się na innych blogach na zasadzie „kopiuj-wklej” bawił się w opis, a właściwie wyścig z rzeczywistością.  Znacie mnie już dość dobrze i wiecie, że wolę dać głębokiego nura w jedno zdarzenie i iść „na głębokości” (jak Nautilus z „Dwudziestu tysięcy mil podmorskiej żeglugi” Verne’a) niż zalać wszystko  płytką wodą, jak rzeka Biebrza po fali deszczów.
 Maribor zdenerwował mnie choćby z tego względu, że nie było transmisji, co moim zdaniem dyskwalifikuje zawody tej rangi. No bo czy sprawiało komuś przyjemność, spoglądanie na aktualizowaną na bieżąco tablicę z wynikami? (Też się wysilili – mogli już sobie Słoweńcy darować, wystarczyło wklepać wszystkie wyniki po rundzie. I tak nie patrzyłem na wyniki na żywo bez transmisji, bo nie lubię amatorszczyzny i tyle – albo się za coś biorę i robię dobrze, albo nie dotykam „tematu”.) 
No więc, w związku z występem naszej młodej kadry, ciekawy wynik wykręcił „Dragunik”, który ze swoich przeciwników zrobił sobie worek treningowy, poligon do testowania woli walki na wygraną w każdej partii. Kamil Dragun, jak dobrze pamiętacie, miał taki okres, który mógłby wskazywać na pewien zastój twórczy. Ja jednak zawsze spokojnie sobie czekam, aż nastąpi kolejne odbicie się danego zawodnika na wyższy poziom. (Czy mi się nie pomyliło? Temat artykułu to Pekin i pojedynki przyszłych przeciwników Polaków w Tromsoe!? Spokojnie. Dotrę do tego. Na razie muszę się wygadać na inny temat 😉 ). Rozwój w szachach nie ma charakteru linearnego, a raczej przypomina schody, czasami sinusoidę. Wtedy wydaje się nawet, że zawodnik cofa się w rozwoju, a jest to przygotowanie do kolejnego skoku na wyższy poziom. Tak było z Darkiem Świerczem, tak było z „Dragunikiem” i tak jest w lwiej części przypadków sportowych karier. Każdy szachista ma swoją drogę i ona nigdy nie jest prosta, zwykle jest kręta, ale najważniejszą rzeczą jest nie tracić celu z oczu. Dragunik zrobił 100% wynik i widać, że sprawia mu przyjemność bitwa na trzy rezultaty, walka, rozróba, dym. A, że ma dużą fantazję szachową, gra ciekawe, kreatywne szachy, przeciwnicy po prostu nie nadążają.
 Odnośnie nielinearnego postępu, psychologia przeanalizowała dość dokładnie ten aspekt rozwoju osobowości. Dlatego, gdy trenujesz jak dzik, mdlejesz przy szachownicy, a wydaje ci się, że twoje wyniki nie przekładają się na ilość godzin spędzonych za szachownicą i jesteś zaniepokojony, poczytaj sobie na przykład o teorii dezintegracji pozytywnej Kazimierza Dąbrowskiego. Ten system opisuje dość dokładnie sytuacje, w których pewien „zastój” w rozwoju, jest często zwiastunem skoku na wyższy poziom rozwoju (w naszym wypadku rozumienia szachów). Więc, bez paniki. To tyle w związku z Mariborem. Poza tym „standing ovation” dla naszych reprezentantów i reprezentantki za ten występ!
A co się dzieje w szachach światowych Panie? Ano to się dzieje, że trzeba nam powoli monitorować formę przyszłych przeciwników Radka, Darka i Jana (pewien internauta zwrócił mi uwagę, że Janek Duda nie lubi, gdy piszę się o nim i zwraca do niego „Jaś”. Przyjąłem. Bez odbioru. Będzie Jan.) No więc, przyszły przeciwnik Jana Dudy gra w Pekinie nie najlepiej. Dziś Iwanczuk w pojedynku z Kamskim nie dotrwał nawet do kontroli czasu. Generalnie, gra słabe zawody, co nie zmienia faktu, że wyzwanie jakie stoi przez Janem Dudą, będzie należało do najtrudniejszych w jego sportowej karierze. Zapewne już w tym momencie trwa analityczna akcja „Iwanczuk”, a jakie będą jej efekty, zobaczymy za kilka tygodni. Świetne zawody gra Sasza Griszczuk, potencjalny przeciwnik Darka Świercza w drugiej rundzie Pucharu Świata. W tym momencie co prawda ma przegraną skoczkówkę z Gelfandem, jednak jego występ w Pekinie robi duże wrażenie. Poza tym wspaniałą, „pozycyjną” partię, rozegrał Aleksander Moroziewicz z aktualnym liderem Mamedyarowem, a dokładną analizę tego spotkania przeprowadził na serwerze http://www.chesspro.ru/ GM Michał Krasenkow. Acha, nie zapomnijcie zobaczyć jak „Topi” wtopił z Girim. Dość humorystycznie wyglądało, jak zaplątał się Bułgarowi goniec ;). Łatwy skalp młodego Holendra.