Ciężkie bitwy rundy szóstej Mistrzostw Polski w Poznaniu! Klekowski wciąż w czołówce, Świercz powraca do gry!

0
248

Co ja za historie opowiadałem o Darku Świerczu niedawno! A teraz zdaje się powinienem posypać głowę popiołem i odszczekać każde słowo. Zrobię to chętnie, ale jeszcze nie teraz. Poczekam co się wydarzy, bo dzieje się w MP, oj dzieje! Komu jak komu ale Darkowi Świerczowi kibicuję i Maćkowi Klekowskiemu również – to są moje typy na te finały. Poczekam z końcową oceną wszystkiego i wszystkich, bo na przykład dzisiejsza partia Świercz-Bartel, z uwagi na grę tego ostatniego, była dla mnie jakimś kuriozum. Mateusz po prostu w tej partii totalnie się rozsypał. Ten mecz to nie była gra w szachy sensu stricto, to była egzekucja wykonana na celu, który sam się wyeksponował. Darek Świercz wraca do gry, a Mateusz Bartel już raczej nie włączy się do gry o medal MP w Poznaniu.

Maciek Klekowski rozdaje karty aż miło. Dziś Grzesiek Gajewski „tłumaczył się” przed nim, jak na przesłuchaniu w komendzie rejonowej. Grześkowi udało się wyjść cało z tego krzyżowego ognia pytań, a uzyskany remis należy rozpatrywać w kategoriach dużego sukcesu. Maciek Klekowski musiał wykonać ostatnimi czasy kolosalną pracę nad szachami – jego gra, jego wyniki w tym turnieju, nie są przypadkowe. Gra jak z nut ten chłopak! Zostały trzy rundy – Maćku, a nie postawiłbyś tak ”kropki nad i”? Hmm… Bardzo bym cię o to prosił! :).

Wiemy już coś więcej po rundzie szóstej? Pewnie, że wiemy, ale to w dalszym ciągu wiedza szczątkowa. Brakuje jeszcze trzech rozdań, w których o medalach zadecyduje odporność układu nerwowego czołówki. Napięcie rośnie z każdą chwilą, a te najistotniejsze, w szachach wręcz mityczne, ostatnie trzy rundy, zadecydują o wszystkim. Bardziej doświadczeni, zaprawieni w walkach w ostatnich rundach mają, według mnie większe szanse. Ci, którym przyjdzie grać o wszystko i będzie to dla nich jedna z ważniejszych partii w życiu, mogą nie wytrzymać presji. Z tym charakterystycznym kręceniem w żołądku, czekam, więc, na ostatnie odsłony turnieju finałowego w Poznaniu.

W turnieju pań Jola Zawadzka na prowadzeniu – demoluje wszystko co się znajduje w zasięgu jej wzroku i jest główną kandydatką do złota. Karina była bardzo blisko zwycięstwa nad Iwetą Rajlich, jednak niedokładnie zagrała końcówkę. Ta partia to kolejny przyczynek do odwiecznej walki gońca ze skoczkiem. Tym razem w roli bohatera była najbardziej oryginalna szachowa figurka – skoczek (Rzecz gustu. Dla mnie skoczek bije na głowę gońca swoją oryginalnością!).

Czekamy na kojarzenia rundy numer siedem. Czuję silny ucisk w okolicy splotu słonecznego. Zawsze tak miałem, gdy w dzieciństwie musiałem w ramach pojedynku z kimś skoczyć z jakiejś dużej wysokości, czy zrobić coś innego, równie szalonego, za co w niejednym domu ordynowano by dzieciakowi potężny szlaban na tv, lub na wychodzenie z domu. To syndrom rund ostatnich w szachach. Bardzo lubię to uczucie, choć po turnieju z racji tego typu wrażeń cierpię na niezłego kaca. Ale nic to. Nie martwię się tym. To Faust, zdaje się, wypowiedział te słynne słowa: trwaj chwilo, jesteś piękna…