Carlsen zagra o Mistrzostwo Świata

0
123

Niewielu było szachistów, którzy nie obstawiali zwycięstwa Magnusa Carlsena w Turnieju Kandydatów. Ale takie scenariusza, jaki nastąpił, szczególnie w drugim kole, nie napisałby sam Alfred Hitchcock.

Fot. Anastazja Karlovich

Jednak ani „MagicznyNorweg, ani Władymir Kramnik, ani Levon Aronian nie zostali bohaterami tych zawodów. Został nim „Szalony Chuck” – Wasilij Ivanchuk, człowiek, który przegrał 5 partii przez przekroczenie czasu, ale wykazał się talentem nie z tej ziemi w decydujących partiach z Carlsenem i Kramnikiem

Fot. Anastazja Karlovich

Pojawiały się głosy, co prawda nieliczne, alej jednak, że seria zwycięstw Kramnika była podejrzana, i że zawodnicy z dawnego Związku Radzieckiego grają przeciw Carlsenowi, jednak postawa Gelfanda i dziś Ivanchuka pokazała, że nie ma w tym ani odrobiny prawdy.

Fot. Anastazja Karlovich

Zawodnicy spędzili w Londynie ponad dwa tygodnie i dla wszystkich był to turniej, jakiego nie mieli okazji  grać w swoim życiu. Dla kibiców wielka gratka i można spokojnie ocenić go, jako turniej XXI wieku.

Fot. Anastazja Karlovich

Remisy w pierwszej rundzie potwierdzały tezę, że turniej będzie ich pełen i zwycięzcą może być zawodnik, który zdobędzie dwa „plusy„. Po pierwszym kole zdanie recenzentów zmieniło się i nagle zwycięzca miał ich zdobyć nawet sześć. Zakończyło się na „+3„, co jest bliskie pierwotnym założeniom, ale sposób, w jaki to się stało, daleko odbiegał od prognoz.

Fot. Anastazja Karlovich

Kiedy po I kole Carlsen i Aronian prowadzili z przewagą 1,5 pkt nad resztą stawki, wydawało się że to między nimi rozegra się walka, którą przegra Ormianin. Swoją walkę rzeczywiście przegrał nie wytrzymując presji, ale w jego miejsce szybko wskoczył Kramnik, który pierwsze 7 partii zremisował. Serią zwycięstw dogonił i przegonił Norwega, a na dwie rundy przed końcem wydawało się, że to on zmierzy się jesienią z Anandem. Dwie ostanie rundy, to były dla Carlsena i Kramnika wielkie epopeje. Pierwszy musiał wygrać, drugi mógł.

Fot. Anastazja Karlovich

Kramnik mógł zakończyć te zawody w pojedynku z Gelfandem, ale tego nie zrobił. Niewykorzystane karne mszczą się. Najpierw Carlsen wymęczył Radjabova i zainkasował punkt, a następnego dnia, grając pod ogromną presją, nie sprostał Svidlerowi i musiał czekać na przebieg zdarzeń na szachownicy konkurenta, licząc, że „Szalony Chuck” nie zawiedzie i zagra fair. Jak widać, nawet tak doświadczony zawodnik, jak Kramnik, nie poradził sobie ze swoimi emocjami. Zagrał najsłabszą partię turnieju, co przy chyba najlepszej partii w wykonaniu Ivanchuka spowodowało, że to Norweg wyszedł z podniesioną głową z sali turniejowej.

Fot. Anastazja Karlovich

Dla kibiców było to wielkie święto szachów. Formuła turnieju okazała się dużo ciekawsza i chyba bardziej sprawiedliwa niż poprzednia, gdzie wszyscy narzekali. Wygrał najlepszy, mimo że nie grał szachów na swoim najwyższym poziomie – szczególnie w II kole. Kramnik też pokazał, że jeszcze chyba nie czas na odejście. Cichym bohaterem był Svidler, który bardzo profesjonalnie przygotował się do zawodów, pokonał Aroniana i Carlsena w ostatniej rundzie i zajął trzecie miejsce w zawodach. Aronian został mistrzem pierwszego koła. Potem zgasł… Gelfand, Grischuk i Radjabov raczej nie istnieli. Ale coby się stało, gdyby Ivanchuk normalnie grał te pięć partii, w których przekroczył czas?

Fot. Anastazja Karlovich

I tak Vishi Anand spotka się z Magnusem Carlsenem. Na to czekał cały świat. A Vishi jest bardzo niewygodnym rywalem dla Norwega. Także nie mam pewności, czy mecz zakończy się zmianą króla. Poczekamy, zobaczymy…

Końcowe wyniki

Od strony organizacyjnej nie mamy nic do zarzucenia. Transmisja internetowa, komentarze, dostęp do zdjęć były na odpowiednim poziomie.

My też żegnamy się z Państwem, których odwiedziło nas w marcu rekordowo prawie 8000 unikalnych internautów, z których ponad 5 tysięcy śledziło pojedynki najlepszych zawodników świata. Teraz czekają nas Mistrzostwa Polski, gdzie dowiemy się nie tylko, kto je wygra, ale też kto zagra w drużynie na Drużynowych Mistrzostwach Europy. A zaraz potem Legnica i Indywidualne Mistrzostwa Europy, gdzie po cichu liczymy na medal.