„Aronian przegrywa, Kramnik wygrywa. A Wiking wciąż ucieka!

0
305

Dziś w Londynie runda potoczyła się jak zwykle nieoczekiwanie. Jak zwykle sport pokazał jedną ze swoich immanentnych cech, której imię brzmi nieprzewidywalność. Zaskoczył mnie Piotr Swidler, który w pojedynku z Lewonem Aronianem, zaprezentował się bardzo przekonująco. A Aronian?;) Jeśli zastosujemy język figur szachowych do przełożenia go na określone stany mentalne, to posunięcia Ormianina w stylu „g5” oraz „b5”, to jakaś autodestrukcja spowodowana najprawdopodobniej zbyt długo utrzymującym się ogromnym napięciem nerwowym, którego ten szachista nie wytrzymał. Aż wzdrygnąłem, gdy zobaczyłem „g5”. Gdy ujrzałem po chwili „b5”, moje poczucie estetyki jakie mam względem partii szachów otrzymało potężny cios. (Właściwie oba te flankowe posunięcia, wyglądają jak lewy i prawy prosty) Nie podniosłem się po tej próbie morderstwa na moim wyczuciu szachowej harmonii do końca tego pojedynku. Zaliczyłem tak zwane liny. Nie podniósł się również w tej partii Aronian, który bardzo, naprawdę bardzo skomplikował sobie drogę do pierwszego miejsca. Cel bliski stał się celem dalekim. Tak gonić Carlsena nie można, gdy chce się go dopaść. Zaryzykuję stwierdzenie, że pojedynek o Mistrzostwo Świata z Anandem już nie dla Aroniana. Zwłaszcza, że jutro rozpędzony Włodzimierz Kramnik usiądzie naprzeciw niego.
A Kramnik się rozgrywa. Wiem, że być może narażę się szachistom preferującym kombinacyjny styl gry, ale ja, wychowany przede wszystkim na partiach Akiby Rubinsteina, po prostu przepadam za takimi szachami. Uwielbiam te ruchy oczywiste, a jednak nie tak oczywiste, kryjące potężną pozycyjną siłę w sobie, potrafiące łamać pozycje i nawet najbardziej bojowe charaktery. Co ciekawe zarówno Kramnik jak i Carlsen to czystej krwi stratedzy. Ich partie się różnią, to oczywiste. Carlsen jest dla mnie „fischerowski” w swoim rozumieniu gry. Kramnik jest chyba jak… Kramnik – bardzo trudno go względem kogoś porównywać. Napisałem kiedyś, że pozycyjnie obaj arcymistrzowie są obecnie najsilniejsi na świecie. Teraz, w przeciągu czterech dni, rozstrzygnie się kto jest silniejszy. Droga Kramnika jest jednak trudniejsza. Porównajmy choćby jutrzejsze pary. Kramnik czarnym kolorem zagra z Aronianem – to jest mecz na szczycie. Aronian musi chcieć przebić Rosjanina, to jego ostatnia szansa. A Carlsen? Carlsen gra z Iwanczukiem i dla dobrej charakterystyki przeciwnika Norwega zacytuje jego wypowiedź, którą znalazłem na serwerze : http://chess-news.ru/node/11512 
Wasilj Iwanczuk:
„Turniej jak turniej. Już o nic szczególnego nie gram. Rozpatruję ostatnią część turnieju jako trening przed Ligą rosyjską”.
Cóż, z takim podejściem, przy czarnych bierkach, Ukrainiec raczej ma niewielkie szanse dotrwać do kontroli czasu z Carlsenem (wpis temu pisałem coś o demoralizacji).
 Wszystko w rękach tych, którzy jeszcze o coś walczą. Z dużym niepokojem oczekuję jutrzejszej rundy. Bo jeśli Iwanczuk „wyskoczy” znów z jakąś debiutową hybrydą, a Wiking to szybko obali i wygra, to przy remisie w partii Aroniana z Kramnikiem będzie praktycznie „po ptokach”;). A ja tak jeszcze chciałem czuć do końca to wielkie napięcie! Mam nadzieję, że moje analizy nie znajdą potwierdzenia w dniu jutrzejszym.