Aleksiej Drejew o zbliżającym się meczu Carlsen-Karjakin!

0
222
Ilość informacji do przetworzenia we współczesnym świecie jest ogromna. Człowiek różnie na coś takiego reaguje – jedni mielą wszystko co się nawinie i nie wyobrażają sobie, żeby ich cokolwiek ominęło. Znam też takich, którzy uruchomili mechanizmy obronne, pozbywając się z domu wszystkich środków masowego przekazu. Są bez radia, tv, Internetu, mają telefon starszej generacji. Jestem gdzieś tak pośrodku, mowa o szachach, mam momenty, gdy mój laptop nie wyrabia od ilości pootwieranych transmisji z turniejów, są jednak dni, gdy mój mózg domaga się, bym zwolnił. Jeden tydzień w szachach obecnej doby, to jak pół roku przedwojennych szachów (jak nie więcej!). Teraz gra się na całej kuli ziemskiej setki turniejów, mnóstwo zawodów można oglądać na żywo. Chcecie wiedzieć, które teraz, dokładnie w tym momencie, transmisje mam otwarte? Służę informacją – oglądam ligę francuską z Jankiem Dudą na czele, śledzę i jednocześnie kibicuję Polkom na ME, oglądam grę Kariakina i reszty w Shamkir. Uff… Poza tym jeszcze, ale już z czysto kronikarskiego obowiązku, doglądam kilka innych, pomniejszych turniejów. Jeśli sobie odpuścić, zamykając komputer, po dwóch tygodniach jest się absolutnie poza grą.

Na serwisie http://www.chess-news.ru/node/21535 (podaję konkretny link) Aleksiej Drejew w bardzo długim wystąpieniu na żywo (internauci mogli zadawać pytania, kapitalna idea, choć nie jestem do końca przekonany, czy sprawdziłoby się to w Polsce) opowiadał o szansach Pretendenta i Mistrza Świata w zbliżającym się, listopadowym meczu o szachową koronę. I znów, według Drejewa zadecydują tutaj niuanse. Arcymistrz uważa, że na tym poziomie najważniejszym czynnikiem będzie psychologia, złapanie odpowiedniego nastroju itd. Według Drejewa różnica pomiędzy Norwegiem, a Rosjaninem nie jest duża, oba sztaby analizujące mają podobną siłę, więc wszystko może się zdarzyć. Tutaj chodzi o odporność psychiczną. Karjakin, z czysto psychologicznego punktu widzenia jest mocny, zmężniał i wykazał się największą odpornością w turnieju pretendentów, Magnus psychikę ma piekielnie mocną.

Według mnie odporność psychiczna jest pięta achillesową naszych arcymistrzów. Polacy w decydujących momentach bardzo często grają poniżej swoich możliwości, podejmują dziwne decyzje, często ostatnie partie przegrywają. Za trzy miesiące zagramy w Baku Olimpiadę i fajnie by było, gdyby nasi w decydujących momentach nie rozsypali się. Na rozegranych ostatnio ME w Kosowie w ostatnich rundach kadrowicze rozpierzchli się w różne strony, a to był w końcu jeden z najsłabszych turniejów rangi ME w historii. Mateusz Bartel dał też do zrozumienia, aby nie myśleć na poważnie o pierwszej piątce. Zastanawiające stwierdzenie. Nie wiem, mówiąc to, może miał na celu aby nie pompować zbytnio balona oczekiwań, jednak sygnał był dla mnie niezbyt zachęcający. Czy nie byłoby lepiej pojechać do Azerbejdżanu bez żadnych założeń, poza chęcią dokopania każdemu, kto się do nas dosiądzie? Piłka jest po stronie Polaków, rankingowo jesteśmy najmocniejsi w powojennych polskich szachach, skład na Olimpiadę, niedawno ujawniony, jest bardzo obiecujący. To jest naprawdę fajna drużyna, by jednak turniej nam wyszedł, muszą być spełnione pewne warunki. Najbardziej obawiam się odporności psychicznej Polaków w decydujących momentach turnieju. Czy ten element da się poprawić na trzy miesiące przed turniejem? Wątpię. Sądzę, że nasi szachiści już od dawna powinni pracować intensywnie z psychologami sportu. Szachy to dyscyplina wielkich napięć, turnieje trwają nieraz prawie dwa tygodnie, szachiści spędzają za szachownicą kilkadziesiąt godzin. Mocna głowa to przepustka do lepszych wyników. Czy nasi robią coś w tym kierunku? Nie wiem, ale na to mi nie wygląda.

W Shamkir gospodarze remisują ze sobą na potęgę. Mają taki piękny turniej, cudowne wydarzenie, o którym my, Polacy możemy tylko pomarzyć, a idą na remis między sobą prawie w każdej partii. Sądzę, że gdyby Polacy, nasi kadrowicze, mieli coś takiego u siebie, biliby się między sobą pięknie., każdy chciałby się pokazać z jak najlepszej strony. Na pewno nie zepsuliby takiego widowiska szybkimi remisami. Niestety, my takiego turnieju nie mamy i, to wielce prawdopodobne, mieć nie będziemy. Na coś takiego potrzebna jest wielka gotówka (czy ktoś zna te kalkulacje, ile konkretnie pieniędzy potrzeba na zogranizowanie superturnieju?), tymczasem w ostatniej kumulacji miałem tylko… „dwójkę”. Oj, gdyby tak się poszczęściło, lekką ręką wyłożyłbym należną kwotę, aby taki superturniej w naszym kraju się odbył! Pomarzyć można, to nic nie kosztuje.

Trzymam kciuki za Polki. Oby wskoczyły na miejsca premiowane awansem do PŚ. Monika Soćko jest w grupie pościgowej, która chce złapać Stefanową, rozpoczęły się decydujące rundy ME!