„A jak poszedł król na wojnę w partii I. Cheparinow – E. Sutowski”

0
156


„Aby zastosować obronę Grunfelda, trzeba mieć dobrą pamięć, ponieważ warianty sięgają daleko. I jeśli czegoś zapomnisz, to w zasadzie, źle się  to kończy. Nie jest to gambit hetmański, gdzie można czegoś zapomnieć, zagrać jakąś inną linię i nic strasznego się nie stanie. W „Grunfeldzie” często jest to niemożliwe”
 
 
                                                                                                                     Aleksiej Drejew 
 
 
 
 Ukrainiec, Paweł Eljanow został triumfatorem prestiżowego turnieju „Poikovsky Chess Tournament 2013r.”, jednak śledząc te niezwykle interesujące zawody, nie mogę nie zwrócić  waszej uwagi na zjawiskową partię Cheparinow-Sutowski, która powstała za sprawą świetnego przygotowania do partii bułgarskiego arcymistrza. W pojedynku poszedł niespotykany „forsing”, którego finał wyglądał tak, że w 27 posunięciu grający białymi Cheparinow, zagrał królem na „h6” (przy czarnym królu na „g8”!), a na szachownicy było jeszcze bardzo dużo figur. Nie,  nie dałem się nabrać i nawet nie uruchomiłem modułu, by sprawdzić, czy białe mają wygraną. Miały ją od dawna. Sam układ figur był po prostu zjawiskowy. Na koniec przyznaję – dałem się odrobinę ponieść emocjom, choć fakty są takie, że cała partia była efektem doskonałych analiz Bułgara, któremu w turnieju, generalnie,  wiodło się nieszczególnie.
 
No i teraz tak – czy można taką partię nazwać dziełem sztuki gdy mamy świadomość, że szachista zagrał samodzielnie tylko kilka posunięć? Gdyby, na przykład, pokazać tę partię jakiemuś rozsmakowanemu w setkach układów problemiście i nie powiedzieć mu o okolicznościach jej powstania, że wszystko zostało wcześniej przygotowane, to zapewne ów znawca szachów uznałby ten pojedynek za jedyny w swoim rodzaju. Co jednak, gdy na koniec przeglądania partii wyjawilibyśmy, że partia jest efektem głębokiej domowej analizy grającego białymi? No, zapewne w tym momencie w oczach owego szachowego znawcy, wartość partii spadłaby znacznie. Ostatecznie pojedynek sam w sobie (z uwagi na wędrówkę króla pod ostrzałem figur przeciwnika przez całą deskę)  jest oszałamiający. Zobaczcie zresztą sami – http://chess-news.ru/node/13264 Wydaje się, że Cheparinow dobrze zapoznał się z lekcjami G. Kajdanowa na temat aktywizacji najdelikatniejszej z figur na szachownicy…
 
Niedawno jeden z czytelników zaproponował mi, żebym wreszcie zszedł z obłoków na ziemię i zajął się bardziej przyziemnymi tematami. No rzeczywiście – dobrze mnie „rozpracowałeś” wnikliwy czytelniku. Szachy przede wszystkim służą mi do… bujania w obłokach! Bo zobacz. Gdy zdarza mi się wstać rano lewą nogą, dzień układa mi się jakoś tak, ucieka mi autobus do pracy, spóźniam się, a szef nagle zmienia zdanie i każe przyjść w sobotę (choć zarzekał się, że w ten weekend nie pracujemy), gdy po powrocie do domu okazuje się, że zapomniałem zapłacić kablówkę i zostałem jej bezpretensjonalnie pozbawiony, to co wtedy? Oczywiście, nie załamuję się, gdyż gdzieś tam jest urządzenie skonstruowane do bujania w obłokach, do oderwania się, do odrealnienia się, wyluzowania. To urządzenie nazywa się szachy i jest dla mnie świetną przystanią, do której bardzo często zawijam. A temat, który zaproponowałeś jest bardzo ciekawy. Cytuję w całości:
 
A może byś czasem zszedł trochę z obłoków i napisał coś konkretnego np od strony prawnej sytuację gdy organizator turnieju oznajmia ze nagrody są o połowę mniejsze,wszyscy grają w jednej grupie albo odmawia wypłaty nagrody.Co ma robić szachista kilkaset kilometrów od domu dowiadując tego przed turniejem? Wyzywać bezsilnie?.I ta formułka w komunikacie że organizator zastrzega sobie możliwość zmian w regulaminie. Jakich zmian? dowolnych,turniej warcabów zamiast szachów? Czy komunikat turniejowy jest publicznym zobowiązaniem organizatora do jego przestrzegania jego zapisów i czym grozić nieuczciwemu organizatorowi?. Tylko tak profesjonalnie prawniczo,wywiad z prawnikiem może a nie że komuś coś się wydaje.Szukałem czegoś o tym i nie znalazłem a byłem w takich sytuacjach.”
 
 
Co zrobić w takiej sytuacji, gdy organizator oznajmia, że nagrody są o połowę mniejsze, a na dokładkę odmawia wypłaty nagrody? A wiesz, że nie wiem. Przejechawszy kilkaset kilometrów wracać do domu jakoś głupio. To na pewno, zwłaszcza, że poczułeś już zapach drewna i turniejowej sali. Poza tym pewnie chce ci się bardzo grać (bo w przeciwnym razie nie przejechałbyś tylu kilometrów), więc sprawa robi się jeszcze bardzie zagmatwana! Organizator pisząc taką formułkę, która zastrzega możliwość zmian w regulaminie, niby jest kryty – zawsze może ci ją pokazać, gdy będziesz reagował zbyt żywiołowo. Sam parę razy dałem się zapędzić w kozi róg organizatorowi tylko z tego powodu, że bardzo mi się chciało grać w szachy z przeciwnikiem z krwi i kości (nie na kurniku, czy playchessie). Moja rada jest taka – szanujmy się i wybierajmy takie turnieje które mają komunikaty jednoznaczne w swojej wymowie. Tylko dzięki takiej naturalnej selekcji, gdy paru organizatorów będzie zmuszonych odwołać turniej z powodu niskiej frekwencji, jest szansa na podniesienie standardu turniejów rozgrywanych w Polsce. Trzeba dobrze dobierać sobie turnieje, by grać w komfortowych warunkach, o to bił się kiedyś Robert Fischer i to jest, według mnie, jedyna droga. Gdy szachiści zaczną trzymać się od takich turniejów, o których piszesz, na odległość strzału z karabinu, są poważne szanse na to, by umarły śmiercią naturalną. A co powiesz o „Cracovii”? To jest dopiero festiwal! Oczywiście, że w tym roku jadę znów, a jakżesz!:).